Taize 2014/15 – Praga

On jest.

Jechać czy nie jechać? Będzie zimno i ponuro…Może lepiej przywitać Nowy Rok z przyjaciółmi w Polsce? Czechy wydają się takie szare a i  niewierzących tam tyle…Pora roku niesprzyjająca, śniegu pełno a pomagać trzeba! Nie jadę. Ale „jakiś” głos mówi coś innego. Jedź. Ten wyjazd będzie inny. Pojedź. Przekonasz się. Podjęłam decyzję- jadę.

Ale skąd wziąć wolontariuszy? Zawsze jest z tym problem. Panie Boże, chciałeś, żebym pojechała więc pomóż.

Pojechało czworo wolontariuszy więcej. On usłyszał. Zadziałał.

Dzień wyjazdu. Zbiórka przy autokarze ma być wieczorem. Zdążyłam się spakować, umyć, kanapki zrobione. Zajrzę jeszcze do Dzienniczka. Tak, żeby „uduchowić się” przed wyjazdem. Otworzyłam na chybił trafił.

Córko Moja, te rekolekcje będą nieprzerwaną kontemplacją, wprowadzę cię w te rekolekcje jako na ucztę duchową. Przy Moim miłosiernym sercu rozważysz wszystkie łaski, jakich doznało serce twoje, a głęboki spokój będzie towarzyszył duszy twojej. Pragnę, aby wzrok twej duszy zawsze był utkwiony w Moją świętą wolę, a przez to najwięcej Mi się przypodobasz. Żadne ofiary nie mogą z tą iść w porównanie.

Słowo do mnie. Nie chodzi o ofiarę, o poświęcenie. Jezus chce abym była Mu wierna, abym odda się Jego świętej woli bez reszty. Niech tak będzie Jezu. Oddaję Ci siebie. Wszystko czym jestem, co mnie stanowi. Ty jesteś Panem mojego życia a ja narzędziem. Niech będzie Twoja Święta Wola.

Mieszkaliśmy w dwóch pokojach w przedszkolu integracyjnym. Warunki dobre. Może i jedzenie nie było za dobre, może czasami było ciężko i zimno. Grupa spora- dogodzić każdemu trudno. Ale jest On. Jezus. On nas spaja. Jesteśmy Wspólnotą.  Snu mało ale to nic. Jestem dumna, że należę do SILOE. U nas jest jakoś inaczej. Ludzi ciągnie do nas. Przychodzą, zagadują. Jest dobrze. Jak w rodzinie.

Modlitwy w parafiach, spacery po Pradze, rozmowy, czasami i kłótnie…wszędzie jest obecny Bóg. On troszczy się o nas. Daje nam siłę. Jest z nami. Gdy jest ciężko- modlę się w ciszy- Panie Boże, pomóż. On słyszy, bo przecież obiecał, że będzie przy mnie.

Godzina 22 z minutami. Idziemy z K. na spotkanie animatorów. Reszta grupy zostaje. Mają się myć, szykować do spania. Trochę szkoda, że nie możemy zostać z grupą, że nie położymy się wcześniej. Spotkanie skończy się zapewne po północy…Nagle telefon. Dzwoni jeden z wolontariuszy. Prosi, żebyśmy kupiły cukier w drodze powrotnej. Myślę sobie- sklepy już będą zamknięte, późna pora. W końcu dochodzimy na miejsce spotkania. Wita nas Kobieta- odpowiedzialna z parafii. Podaje nam reklamówkę. Cukier i kawa w środku. Weźcie sobie- mówi. I jak tu nie wierzyć w opatrzność Bożą? On daje nam znaki, że jest, że czuwa. Niby taka prosta rzecz jak cukier…a rozjaśnia sporo.

Z Czech wróciliśmy szczęśliwie. Było tak jak co roku? Nie. Każdy wyjazd jest inny. Ale ten- wyjątkowy. Czasami były chwile bezradności, zwątpienia ale świadomość, że On jest dodawała skrzydeł.

                                                                           Twoja_córka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *